Ogólne

piątek, 23 listopada 2007

Całkiem niedawno wspominałem o pewnym artyście, który w ramach swojej niecodziennej ekspozycji przywiązał do ściany chorego bezpańskiego psa. Na kilku portalach internetowych oraz blogach (również tutaj) pojawiła się informacja, jakoby wspomniane zwierzę zostało naumyślnie zagłodzone przez twórcę wystawy, Guillermo H. Vargasa, a on sam dzięki tejże prowokacji stał się reprezentantem Kostaryki na Biennale Ameryki Centralnej w Hondurasie.

Wszystko się zgadza, z jednym wyjątkiem, pies prawdopodobnie wcale nie zdechł a jedynie uciekł, to tylko enigmatyczne odpowiedzi artysty oraz nadinterpretacja prasy spowodowała cały ten medialny szum. Dyrektorka galerii opublikowała nawet oświadczenie: zwierzę było dokarmiane, wyłączając trzy godziny trwania wernisażu.

Cóż, pozostaje mi posypać głowę popiołem, ale zdania nie zmienię - prowokacja to bardzo niska forma ekspresji artystycznej.

Za źródło informacji posłużył mi nieco cyniczny artykuł Doroty Jareckiej, w którym dziennikarka lekką ręką oceniła wszystkich obrońców praw zwierząt. Swoją drogą to zabawne, że niektórzy ludzie wskazując na słabe strony pewnych postaw, sami obnażają swoje analogiczne braki.

niedziela, 11 listopada 2007

Czy śmierć żywej istoty może być sztuką? Według pewnego artysty, a dokładnie Guillermo H. Vargasa odpowiedź jest prosta - tak. Owy jegomość w ramach wyższych doznań estetyczno-duchowych przywiązał do ściany chorego psa, którego następnie systematycznie głodził - zwierzę oczywiście zdechło. Ta dość niebanalna wystawa najwyraźniej nie wzbudziła większych kontrowersji wśród widzów oraz jury, bowiem to właśnie dzięki niej, Vargas w 2008 roku będzie reprezentował Kostarykę na Biennale Ameryki Centralnej w Hondurasie.

Ciekawe czemu właściwie miała służyć śmierć tego biednego stworzenia? Może miała nam uświadomić o cierpieniu milionów ludzi lub zwierząt na całym świecie, a może była jedynie chorą artystyczną wizją. Widzicie, w sumie nie rozumiem do końca współczesnej sztuki, dla mnie np. białe płótno z kółeczkiem, czy kwadracikiem w środku jest nic nie warte. Ale wracając do meritum, jeśli nawet, pan wielki artysta Vargas miał na względzie jakieś górnolotne przesłanie, jest tak naprawdę jedynie małym człowieczkiem, który. w celu zaspokojenia swoich niskich egoistycznych potrzeb sięgnął bruku.

Tak, jak już kiedyś napisałem, inicjatywy, które opierają się wyłącznie na skrajnych emocjach wywoływanych u odbiorcy, idealnie maskują brak kreatywności twórcy. Naprawdę z całego serca życzę Vargasowi takiego samego losu, jaki spotkał Natividada.

czwartek, 20 września 2007
aboutinfo

Prowadzę tego bloga od ładnych paru miesięcy, najwyższa pora naskrobać kilka słów o sobie :) Poniżej krótko opiszę kim jestem i dlaczego w ogóle założyłem to miejsce, więc jeśli ktoś naprawdę jest ciekawy, zapraszam do lektury.

Zacznijmy, więc od mojej osoby. Mam 23 lata, z zawodu jestem technikiem informatykiem, obecne studiuję informatykę na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Moje zainteresowania oczywiście skupiają się głównie na IT, ale nie pogardzę dobrą reklamą, czy kreatywną fotografią. Pasjonuję się również tworzeniem stron internetowych i rzecz jasna wszystkimi aspektami tego tematu, czyli m.in. użytecznością oraz dostępnością.

Piszę ponieważ po prostu lubię dzielić się z innymi moimi pasjami i (nie zawsze błyskotliwymi ;) spostrzeżeniami. Jeśli ktoś ma do mnie jakieś pytania, śmiało oto mój e-mail.

Zainteresowanych moim dziennikiem serdecznie zachęcam to subskrypcji poprzez kanał RSS: http://feeds2.feedburner.com/longway.

Jestem otwarty na wszelkie sugestie dotyczące tego miejsca.

wtorek, 04 września 2007

Spoglądając na ten cały otaczający mnie cyrk zaczynam powoli zastanawiać się, w jakim kraju tak naprawdę przyszło mi żyć... Codziennie poprzez różnego rodzaju media dowiaduję się o kolejnych aferach, porażających faktach i innych tego typu bzdurach. Wypowiedzi niektórych polityków przypominają bełkot wygłaszany za czasów walki z imperialistycznym zachodem. Czy ja naprawdę żyję w cywilizowanym państwie?

Zamiast nowelizacji prawa prasowego mamy komputerowy model układu... Nasze prawo, zresztą tak samo, jak i metody nauczania, nie nadążają za cały czas rozwijającą się technologią, a szanowny pan premier bredzi mi tu o szarej sieci. Polski Internet niedawno skończył 16 lat, chyba już najwyższa pora zainteresować się odpowiednimi regulacjami.

Oczywiście skupiam się w tej chwili na aspektach istotnych przede wszystkim z mojego punktu widzenia, ale nasz kochany rząd nie radzi sobie nawet z polityką zagraniczną. Może to zabrzmi dziwnie, ale cholernie mi przykro, że tak duży odsetek społeczeństwa wciąż daje się wodzić za nos. Kilka spotów przypominających reklamy jogurtu, czy pasty do zębów plus konferencja prasowa z kiepskim lektorem i po krzyku. Wielu komentatorów w osobie Jarosława Kaczyńskiego dostrzega wielkiego stratega, ja widzę jedynie nieporadnego gracza, który korzystając ze słabości opozycji w spokoju żeruje na naszych lękach i głęboko zakorzenionej nienawiści.

sobota, 01 września 2007
porozmawiajmy_o_syndykacie

Zanim przejdę do meritum, szybko wyjaśnię, czym dokładnie jest wspomniany "Syndykat". Otóż Syndykat to w pewnym sensie agregator, który gromadzi posty pochodzące z blogów tematycznych należących do platformy Blox.pl. Sami twórcy określają go mianem "megafonu" wzmacniającego przekaz tak, aby trafił on do jak największej liczby ludzi, innymi słowy chodzi tutaj po prostu o promocję wartościowych dzienników.

Na forum Gazety w pewnym wątku poświęconym poniekąd właśnie Syndykatowi z ust niejakiej dr_ewy999 padło oskarżenie, jakoby autorzy blogów należących do Syndykatu (czyli również moja skromna osoba), otrzymywali za swoją twórczość określone wynagrodzenie. Nie będę ukrywał, że poczułem się delikatnie rzecz ujmując urażony tymi oskarżeniami, dlatego też chciałbym wyjaśnić teraz kilka spraw.

  • Syndykat zrzesza przede wszystkim twórców niezwiązanych z portalem Gazeta.pl.
  • W przyszłości blogi należące do Syndykatu zostaną objęte programem emisji płatnych linków i to właśnie za ich wyświetlanie blogerzy będą otrzymywać wynagrodzenie.
  • Ten oto blog, należy do Syndykatu, ponieważ jego egoistyczny autor, najnormalniej w świecie, chciał pozyskać nowych czytelników.

Żeby było jasne, nigdy nie opublikowałem i nie opublikuję treści sponsorowanych przez jakąkolwiek firmę czy organizację. Piszę ponieważ, banalnie rzecz ujmując, mam taki kaprys, a na głębsze wywody na ten temat przyjdzie jeszcze czas. Dzięki serdeczne za uwagę, mam nadzieję, że rozwiałem Wasze ewentualne wątpliwości.

 
1 , 2 , 3
longway

Mini blog

Treść bloga dostępna jest na licencji Creative Commons. by-nc-nd

stat4u